Danuta Stenka prosi o pomoc, bo jej mąż walczy z groźnym nowotworem. Założyła zbiórkę, koszty leczenia przekraczają ich możliwości
"W październiku zatrzymał się nasz cały świat" - pisze Danuta Stenka wraz z córkami: Pauliną i Wiktorią.
Janusz Grzelak, który mieszka w Warszawie i ma 62 lata, dowiedział się niedawno, że ma groźny nowotwór krwi. Informację tę przekazała jego znana żona - aktorka Teatru Narodowego - Danuta Stenka. Wszystko przez to, że założyła internetową zbiórkę na kosztowne leczenie, które przekracza ich finansowe możliwości. Potrzeba bowiem aż... dwa miliony złotych.
- Są w życiu takie chwile, kiedy wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Liczy się tylko jedno - żeby ukochana osoba była obok i była zdrowa... Czasem jednak życie stawia nas w sytuacji, w której sami nie dajemy rady. Wtedy tak wiele znaczy pomoc drugiego człowieka. Mój mąż, Janusz, walczy ze szpiczakiem plazmocytowym - groźnym nowotworem krwi. Patrzę na to, przez co przechodzi, z ogromną nadzieją, ale też lękiem o jutro. Tak bardzo chciałabym, żebyśmy mogli wrócić do naszej zwyczajnej codzienności. Do wspólnych planów, rozmów i tych wszystkich drobiazgów, które dziś znaczą dla mnie więcej niż kiedykolwiek. Nadzieją dla Janusza jest nowoczesna terapia CAR-T. Niestety, jej koszt jest ogromny. Dlatego dziś zwracam się do Was z całego serca. Pomóżcie mi zawalczyć o przyszłość u boku człowieka, którego kocham. Terapia, która może uratować mu życie, jest nierefundowana, a suma całkowicie przekracza nasze możliwości, to około dwóch milionów. Mało tego, goni nas czas, zostało bardzo mało czasu. Dlatego bardzo Was proszę o wsparcie, jakiekolwiek wsparcie. I jeśli to możliwe, posyłanie mojej prośby dalej. Dziękuję bardzo. Dziękuję za każdą życzliwość, okazane wsparcie i każde udostępnienie - napisała aktorka w mediach społecznościowych.
Zbiórkę znajdziesz TU.
W jej opisie czytamy: "W połowie września Janusz zaczął skarżyć się na bóle całego kręgosłupa, które nie zmniejszały się mimo fizjoterapii i różnych masaży. Potem doszedł jeszcze ból w jamie brzusznej i wtedy Janusz dostał skierowanie na rezonans. Badania pokazały kilka guzów, jeden w okolicy kręgosłupowej, a drugi po prawej stronie jamy brzusznej. Wstępnie lekarze rozpoznali chłoniaka, ale prawda okazała się dużo gorsza. W międzyczasie w płucach Janusza zaczęła zbierać się woda białkowa, dlatego pod koniec września i na początku października przeszedł kilka zabiegów, które miały rozwiązać ten problem. Wtedy też ponownie pobrano biopsję. Przez kilka tygodni próbka była analizowana, a bóle kręgosłupa tylko się nasilały. Janusz miał też coraz większe problemy z oddychaniem i jedzeniem. Bardzo schudł i osłabł. Nikt nie jest gotowy na taką wiadomość. Jako rodzina wiedziałyśmy, że choroba nie wybiera, ale kiedy dotyka jedną z najbliższych ci osób, czujesz, jakby zatrzymał się twój cały świat. Przede wszystkim jednak poczułyśmy ogromny strach, że niedługo nie będziemy mogły tworzyć z Januszem żadnych nowych wspomnień, bo choroba nam go odbierze... Janusz rozpoczął już leczenie, ale sytuacja jest bardzo dynamiczna i ze względu na dużą złośliwość nowotworu może ulec zmianie z dnia na dzień. W tej chwili przebywa w szpitalu, bo pani doktor zauważyła, że jest bardzo słaby i ma niewyraźny wzrok. Choroba zniszczyła jego nerki i uszkodziła dwa kręgi w kręgosłupie, a także staw panewki biodrowej. Z tego powodu Janusz jest unieruchomiony w łóżku.
Zapytałyśmy lekarzy wprost, czy istnieje realna szansa na pokonanie choroby i czy Janusz może z tego wyjść. Okazało się, że taką nadzieję daje terapia Car-T Cell. Lekarze mówią, że wszystkie możliwe parametry szpiczaka są fatalne, ale terapia to dla Janusza realny ratunek. Niestety ten ratunek wyceniono na prawie dwa miliony. Nigdy nie sądziłyśmy, że kiedyś będziemy pisać taką wiadomość. Obserwowałyśmy inne zbiórki na Siepomaga i wiedziałyśmy, że choroba może spotkać każdego. Ale kiedy spotkała najbliższą nam osobę, stanęłyśmy przed jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu.
To nie jest łatwe prosić o pomoc, uwierzcie. Jednak chodzi o człowieka, który był przy nas zawsze, kiedy go potrzebowałyśmy. Dlatego dziś prosimy o pomoc jako żona i córki. Musimy zrobić wszystko, żeby pomóc Januszowi, dopóki istnieje realna nadzieja na pozytywne zakończenie tej historii. Będziemy wdzięczne za każdą formę wsparcia.
Żona Danuta wraz z córkami, Pauliną i Wiktorią".


