Azjata zastawił samochodem cały chodnik. Wywołany do tablicy, szybko zaczął się tłumaczyć. "Trudno uwierzyć w te bzdury"

samochód w Warszawie na chodniku | fot. Hala F./facebook
samochód w Warszawie na chodniku | fot. Hala F./facebook

Ostatnio na grupie sąsiedzkiej rozpętała się gorąca dyskusja.

Kilka dni temu mieszkanka Warszawy zauważyła, że w dzielnicy Włochy ktoś zaparkował swój samochód na chodniku. Chodzi o Forda EcoSport drugiej generacji po liftingu, który praktycznie zajął całą drogę. "Czy ktoś zna właściciela/kę tego samochodu?" - zapytała i zamieściła zdjęcie wspomnianego auta.

Po jakimś czasie odezwał się mężczyzna odpowiedzialny za tę sytuację. Azjata natychmiast wytłumaczył, dlaczego pozostawił pojazd w niedozwolonym miejscu. "Jestem właścicielem auta. Jadąc autem przez Bakalarską do domu, pękł mi zbiornik płynu chłodniczego. Przez całą trasę nie wiedziałem i w tym odcinku kawałek wcześniej zgasło mi auto bo silnik był przegrzany. Nie chciałem zostawiać pojazdu na środku ulicy i powodować utrudnienie innym przejeżdżającym, bo wiem że w godzinach szczytu tam jest duży ruch, więc po prosiłem znajomych żeby pomogli mi popchnąć auto w mniej ruchliwe miejsce (byli w Asian Town w pobliżu). Po 40 minutach jak pomoc przyjechała, samochodu już nie było. Przepraszam za utrudnienie" - napisał.

Na odpowiedź autorki wpisu nie trzeba było długo czekać. "Trudno uwierzyć w te bzdury. Jak jest awaria w trakcie jazdy to auto się zatrzymuje tam, gdzie jest awaria i tam gdzie jest miejsce dla auta, na ulicy, a nie na chodniku. Uznał pan, ze lepiej utrudnić życie pieszym niż kierowcom? Brawo" - czytamy.

Mężczyzna jeszcze raz wyraził skruchę. "Rozumiem Pani zdenerwowanie i naprawdę przepraszam za całą sytuację oraz za utrudnienia, które spowodowałem. Nie miałem zamiaru nikomu przeszkadzać ani utrudniać przejścia. W tamtym momencie po prostu próbowałem poradzić sobie z awarią samochodu, ale rozumiem, że miejsce, w którym auto zostało przestawione, mogło być uciążliwe dla mieszkańców i pieszych. Jeszcze raz szczerze przepraszam. Na przyszłość na pewno zachowam się inaczej i postaram się, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła" - dodał właściciel samochodu.

Do dyskusji włączyli się też internauci. "Awaria auta = pozostawienie auta na ulicy + światła awaryjne + trójkąt informujący o awarii itp. A nie blokowanie całej szerokości chodnika".

Za nieprawidłowe zaparkowanie auta na chodniku grozi mandat w wysokości od 100 zł do 500 zł (a w skrajnych przypadkach zbiegu wykroczeń lub blokowania ruchu nawet do 1200 zł) oraz 2 do 5 punktów karnych

Przeczytaj też: Włochy. Kobieta wtargnęła pod tramwaj. Jest w ciężkim stanie

Maksymalna liczba znaków: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Serwisu