Gruźlica w przedszkolu na Białołęce. Nauczycielka żali się, że sama musiała zapłacić za badania
W przedszkolu przy ul. Dionizosa na warszawskiej Białołęce wykryto niedawno ognisko gruźlicy. Pisaliśmy o tym więcej TU. Teraz do sprawy wraca Kontakt24, bo do redakcji zwróciła się jedna z nauczycielek wspomnianej placówki. - W związku z wykryciem gruźlicy na terenie przedszkola zgłoszono mnie do sanepidu. Do dzisiaj nie otrzymałam żadnego pisma w tej sprawie. Kontaktuję się z innymi nauczycielkami przedszkola i one również nie dostały żadnej informacji. Z obawy o własne i mojej rodziny zdrowie, sama zgłosiłam się na badania. Za test zapłaciłam 323 złote. Sanepid zaleca powtórzenie tego testu za jakiś czas. Badane przedszkolaki mają ten test za darmo, dorośli niestety nie. Kto nam zwróci pieniądze za badania? Niedokładnie przebadany personel grozi powtórzeniem epidemii w przyszłości - pożaliła się.
Przy okazji dodała, że rok temu gruźlicę wykryto w Krośnie Odrzańskim. - Tam władze zachowały się wzorowo i pokryły koszty badań dzieci i personelu - przyznała.
Rzeczniczka urzędu dzielnicy Białołęka uważa, że zestawianie sytuacji miejscowego przedszkola z przypadkiem z Krosna Odrzańskiego nie jest właściwe. Jak wyjaśniła Katarzyna Wiejowska w rozmowie z TVN Warszawa, Białołęka nie jest samodzielną gminą, dlatego ma inne kompetencje, zakres niezależności oraz zasady gospodarowania środkami finansowymi niż jednostki samorządowe posiadające status gminy. Urząd jednak obecnie sprawdza, jakie rozwiązania prawne i finansowe pozwoliłyby na pokrycie kosztów badań. Po zakończeniu analiz i uzyskaniu ostatecznych decyzji osoby zainteresowane mają zostać poinformowane o możliwościach oraz zasadach przeprowadzenia badań.
Artur Walkiewicz, zastępca Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Warszawie, przekazał natomiast, że do tej pory u żadnego z dzieci uczęszczających do przedszkola nie wykryto gruźlicy prątkującej. A zgodnie z obowiązującymi przepisami obowiązek wykonania badań finansowanych przez NFZ dotyczy osób, które miały kontakt z chorym na gruźlicę prątkującą. Z tego powodu sam kontakt z dziećmi nie jest obecnie podstawą do przeprowadzenia takich badań w ramach świadczeń finansowanych przez NFZ.
Poza tym ustalono, że źródłem zakażeń był pracownik przedszkola. W związku z tym nadzorem epidemiologicznym objęto osoby, które miały z nim bezpośredni kontakt. Pozostałe badania nie znajdują się w wykazie świadczeń gwarantowanych. Sanepid podkreśla jednocześnie, że dzieci są bardziej podatne na poważne konsekwencje zakażenia gruźlicą, dlatego zdecydowano o przeprowadzeniu u nich dokładniejszej diagnostyki. Choroba może rozwijać się bardzo długo, a od momentu zakażenia do pojawienia się prątkowania może minąć nawet kilka lat. Zdaniem sanepidu sytuacja w przedszkolu jest monitorowana i obecnie nie stanowi bezpośredniego zagrożenia epidemicznego.
Przypomnijmy, że we wspomnianym przedszkolu, u jednego z dzieci stwierdzono gruźlicę nieprątkującą, a u kolejnych trojga dzieci wykryto utajone zakażenie prątkiem gruźlicy.
Przeczytaj też: Filemon i Bonifacy znów razem. Nowa figura słynnego bohatera Wieczorynki stanęła w centrum Sochaczewa
