Mieszkaniec Saskiej Kępy walczy z dozorcami, którzy na osiedlu używają dmuchaw do liści. "To frustruje"
W Warszawie od kilku lat obowiązuje zakaz korzystania z dmuchaw do liści, jednak w praktyce jego egzekwowanie okazuje się bardzo trudne. Przekonał się o tym mieszkaniec Saskiej Kępy z jednego z osiedli przy ulicy Lizbońskiej, zarządzanego przez Spółdzielnię Budowlano-Mieszkaniową "Ateńska".
Mężczyzna od prawie roku stara się doprowadzić do zaprzestania używania przez dozorców elektrycznych dmuchaw. Jak podkreśla w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", urządzenia te są zakazane nie bez powodu, ponieważ unoszą z powierzchni ziemi pyły i inne zanieczyszczenia, które następnie trafiają do powietrza i mogą być wdychane przez mieszkańców. Zwraca również uwagę na hałas, jaki powodują dmuchawy, uciążliwy zarówno dla ludzi, jak i zwierząt. "To frustruje" - powiedział.
Mieszkaniec wielokrotnie zgłaszał problem władzom spółdzielni. Otrzymywał zapewnienia, że pracownicy korzystają z urządzeń na własną rękę. Zarząd SBM "Ateńska" poinformował, że gospodarze budynków zostali ponownie przypomniani o obowiązującym zakazie stosowania dmuchaw oraz uprzedzeni, że jego naruszenie może skutkować odpowiedzialnością dyscyplinarną, a także konsekwencjami ze strony organów kontrolnych.
Mimo tych deklaracji mieszkaniec twierdzi, że podobne obietnice słyszał już wcześniej, a problem nadal się powtarza. Warto przypomnieć, że za naruszenie przepisów dotyczących używania dmuchaw do liści grozi kara finansowa w wysokości od 500 do 5000 złotych.
