Pracownik salonu samochodowego o kulisach pożaru na Targówku. Mówi, jak się to zaczęło
23 lipca spłonął warsztat i połączony z nim salonu samochodowy Forda przy ul. Krasnobrodzkiej na Targówku w Warszawie. Pisaliśmy o tym TU.
"Fakt" rozmawiał z panem Grzegorzem - jednym z pracowników obiektu, który stanął w płomieniach. Mężczyzna twierdzi, że widział całe zdarzenie od początku. Mężczyzna zdradził, że wszystko zaczęło się od eksplozji samochodu stojącego w serwisie. Chwilę później ogień miał błyskawicznie przenieść się na kolejne pojazdy. - Przyszedłem do pracy, bo tu sprzątam. W pewnym momencie usłyszałem wybuch. Zobaczyłem, że samochód, który stał w serwisie po lewej stronie budynku, zaczął się palić. Płomienie były tak duże, że palił się samochód po samochodzie. Wszystko tak naprawdę w kilka minut było w ogniu - powiedział.
Pan Grzegorz dodał, że w chwili wybuchu pożaru przez moment nie wiedział, jak się zachować. Jak podkreśla, sytuacja była na tyle niebezpieczna, że jedynym rozwiązaniem była ucieczka. Po przybyciu straży pożarnej i policji teren został zabezpieczony, a pracownicy nie mieli już możliwości wejścia do budynku. Dokładne okoliczności oraz przyczynę pożaru ustalą specjaliści z zakresu pożarnictwa.
