Andziaks o ataku na jej mienie: "Nie chcę się wypowiadać, bo nie chcę powiedzieć za dużo". Prawnik reprezentujący Andziaks i jej męża podjął kroki prawne
W Internecie od wczoraj huczy w sprawie chuligańskich czynności, których dopuścili się aktywiści.
Zniszczyli oni mienie Małgorzaty Rozenek oraz znanej influencerki Andziaks, o czym pisaliśmy tutaj Jeden z aktywistów po oblaniu witryny sklepowej "Twinkle Candle" zaczął się żalić, że podobnie jak Andziaks pochodzi z Nysy, ale ukończył studia, a mimo to pracuje w budżetówce i zarabia 7 tysięcy. Miał Andziaks za złe, że szerzy konsumpcjonizm i prowadzi luksusowe życie, podczas gdy inne dzieci na świecie głodują.
Okazuje się, że aktywiści również dotarli do prywatnej posesji Andziaks i tam także rozlali farbę przed jej domem. Andziaks była wówczas sama w domu z synem, poczuła się zagrożona, ponieważ nie wiedziała, czy ta farba to prawdziwa krew.
Większość społeczeństwa uważa, że pod przykrywką ideologii sprzeciwu wobec konsumpcjonizmu grupka ludzi nazywająca siebie aktywistami z zawiści i zazdrości zniszczyła cudze mienie.
Andziaks w czwartek odniosła się na Instagramie do całej sytuacji, przyznała, że dzwoniły do niej wszystkie media prosząc o komentarz. Influencerka nagrała story na Instagramie, gdzie między innymi powiedziała, że boi się na ten moment wypowiadać, ponieważ mogłaby powiedzieć o jedno słowo za dużo. Andziaks była wyraźnie mocno poruszona i roztrzęsiona. Czuła zagrożenie, szczególnie, że jak podkreśliła, była sama z synem - Ja nie wiedziałam, czy to jest krew? Nie czuję się dobrze psychicznie. Muszę ochłonąć i wtedy się wypowiem. Abstrakcyjna sytuacja, nikomu czegoś takiego nie życzę.
Andziaks na swoim profilu na Instagramie opublikowała oświadczenie od prawnika, który reprezentuje ją oraz jej męża. Wynika z oświadczenia, że prawnik podejmie stosowne kroki prawne w celu wyciągnięcia konsekwencji od aktywistów, którzy uszkodzili mienie oraz doprowadzili do poczucia zagrożenia.
