Ziemiec natknął się na psa w drogerii w Warszawie i się oburzył. "Boli mnie to jak cholera"
Okazuje się, że prowadzący "Otwartą konserwę" na YouTube, nie akceptuje psów w sklepach czy restauracjach, a takie widoki stają się normą.
Krzysztof Ziemiec jakiś czas temu spotkał psa w jednej z drogerii w Warszawie. Były gwiazdor oburzył się tym widokiem, o czym opowiedział w nowym podcaście Moniki Richardson pt: "Przełomy". Choć wie, że coraz więcej miejsc pozwala na obecność czworonogów i nie zgadzając się na nie, naraża się na krytykę, nie chce gryźć się w język. I mocno się temu przeciwstawia.
- Boli mnie to jak cholera. Jesteśmy w podobnym wieku. Czy pamiętasz, jak byliśmy młodymi ludźmi? Psa zawsze zostawiało się na sznurku przed sklepem. Ja tego świata nie akceptuję - powiedział.
Monika Richardson na wyznanie Krzysztofa Ziemca zdradziła, że do niedawna swoją suczkę znajdę zostawiała pod sklepami, co zaczęło spotykać się ze niezrozumieniem z otoczenia. - Przyszła do mnie pani i powiedziała: dlaczego pani wiążę tego psa na smyczy? Przecież ten pies cierpi. On jest od pani odseparowany, płacze, krzyczy - relacjonowała.
- Czy to nie jest bambinizm? - przerwał jej Krzysztof Ziemiec, a ona kontynuowała. Dowiedzieliśmy się, że innego dnia w Rossmannie usłyszała od pracowniczki, że nie musi zostawiać psa na zewnątrz, bo czworonożne pupile są u nich mile widziani. W związku z tym podcasterka zapytała Ziemca, czy w takim razie nie lepiej się dostosować do nowych zasad. Ten w swojej opinii był stanowczy.
- Nie! Ja jestem starej daty. Powinienem urodzić przed wojną, a nie teraz. Ciężko mi się żyje, ale nie mam wyboru - podsumował.
