Sąd wydał wyroki za oblanie Syrenki czerwoną farbą: po pół roku prac społecznych i 33 tysiące złotych kary (choć czyszczenie kosztowało 360 tysięcy)
Zapadł wyrok w głośnej sprawie oblania pomarańczową farbą pomnika warszawskiej Syrenki.
Dwie aktywistki klimatyczne z grupy "Ostatnie Pokolenie", które w marcu 2024 roku - przy okazji Dnia Kobiet - chciały zwrócić uwagę na kryzys klimatyczny, usłyszały właśnie decyzję sądu. Julia P. i Marianna J. dostały pół roku prac społecznych (po 30 godzin w miesiącu) i karę finansową. Każda z nich musi zapłacić 30 tysięcy złotych na rzecz miasta oraz 3 tysiące na fundusz ochrony zabytków, a także pokryć koszty procesu.
Sędzia Marcin Kowal nie miał najmniejszych wątpliwości, że doszło do zniszczenia ważnego symbolu stolicy. Jak mocno podkreślił w uzasadnieniu, wolność słowa i wyrażania poglądów ma swoje granice, zwłaszcza gdy cierpią na tym dobra kultury. Punktując samą formę protestu, podsumował działania aktywistek trafnym stwierdzeniem: "Krzyczysz tak bardzo, że nie słyszę, co mówisz". Zwrócił też uwagę na to, że usunięcie farby wcale nie było łatwe - zwykłe czyszczenie kompletnie zawiodło, trzeba było wdrażać specjalny program konserwatorski, a prokuratura ostatecznie wyceniła szkody na ponad 360 tysięcy złotych.
Jeśli jednak ktoś myślał, że wyrok i wizja sporych wydatków ostudzą zapał oskarżonych, to mocno się myli. Tuż po wyjściu z sali sądowej jedna z nich wprost przyznała, że absolutnie nie żałuje swojego czynu, a tłumaczenia sędziego nazwała po prostu "absurdalnymi". Wygląda na to, że cała historia będzie miała ciąg dalszy, ponieważ obrońcy aktywistek od razu zapowiedzieli apelację. Nie zgadzają się z decyzją i będą walczyć o zmianę rozstrzygnięcia w sądzie drugiej instancji.


