Drugi raz w życiu stracił wszystko z powodu pożaru. "Zostaliśmy znów w samych butach"
Jeszcze w lutym tego roku spłonął dom na Falenicy należący do pana Henryka Miodka.
Jak się okazało, to już drugo pożar w jego życiu. Pierwszy miał miejsce 20 lat temu. Teraz, gdy miał już zaznać spokoju na emeryturze, życie znowu ciężko go doświadczyło.
- Moja rodzina, tata złoty człowiek zawsze każdemu pomaga, był samotnym ojcem trzech córek po tym jak matka uciekła. Miałyśmy wtedy 2,5lata, 1,5roku i 4miesiace, ale tata dał radę. Siostra ostra bestia, ale pomoże każdemu w potrzebie. Szwagier, znam go od lat szkolnych, honorowy człowiek, choć trochę wredny i 9-letnia siostrzenica Wiktoria, urocza uśmiechnięta i ciekawa życia, buzia jej się nie zamyka. 20lat temu spłonął nam dom. Mój tatuś nie poddał się i odbudował nasze życie od nowa, nigdy się nie skarżył, że mu ciężko. 12 stycznia tego roku w Warszawie Falenica znowu spłonął cały dobytek mojego taty, siostry, szwagra, Wiktorii. Dzięki Bogu oni żyją, a rzeczy można zawsze odkupić. Proszę was, ludzi o złotym sercu o pomoc oraz o wpłacenie symbolicznej złotówki na zbiórkę dla mojego taty na zakup nowych łóżek, mebli, lodówki, pralki - prosi jedna z córek pana Henryka.
On sam przyznaje, że nic nie jest w stanie złamać go, mimo że po 20 latach znowu dosięgnęła go ta sama tragedia rodzinna. Z dnia na dzień został wraz z bliskimi bez niczego.
- Na chwilę przed pożarem miałem zacząć nowy etap życia na emeryturze, w ciszy i spokoju, a mam z rodziną nowe wyzwania, które wymagają dużego nakładu finansowego. Zostaliśmy znów w samych butach. Każda złotówka, którą uda nam się uzbierać pomoże nam przetrwać najtrudniejszy czas i zaspokoić podstawowe potrzeby - tłumaczy pan Henryk.
Rodzina założyła zrzutkę, którą można wesprzeć tutaj.