Reklama
Reklama

Wyremontowano elewację kamienicy przy Bednarskiej. Mieszkał tu Janusz Głowacki

fot. BSKZ / UM
fot. BSKZ / UM

Zakończył się remont elewacji kamienicy przy ul. Bednarskiej 7, usytuowanej u zbiegu z ulicą Dobrą. Zdrapano istniejące warstwy farby - angielski róż z parteru oraz biel z wyższych kondygnacji - i zastąpiono je jednolicie barwionym, beżowym tynkiem mineralnym, dobranym na podstawie badań stratygraficznych. Prace kosztowały prawie 300 tysięcy, z czego 60% dał urząd miasta w Warszawie.

Bednarska 7 to bardzo ciekawy adres. W XIX wieku mieścił się tu popularny wśród warszawskiej bohemy Hotel Bawarski. A w czasach PRL-u mieszkał w tym domu wybitny pisarz, felietonista i scenarzysta Janusz Głowacki. Autor "Antygony w Nowym Jorku" i współscenarzysta "Rejsu" czy "Zimnej wojny". Głowacki wielokrotnie wspominał o swoim rodzinnym mieszkaniu w licznych felietonach. Deklarował choćby, że dzięki istniejącemu w pobliżu jego mieszkania domowi publicznemu zawsze wie, kiedy w Warszawie odbywa się Festiwal Chopinowski. "Jeżeli się dobrze wychylę, przez to jedyne okno widzę Agencję Towarzyską, wieczorem oświetloną ładnie, na różowo. Zawsze wiem, kiedy jest w Warszawie koncert chopinowski, bo na Bednarską 23 sunie wtedy wężyk Japończyków" - pisał w zbiorze swoich felietonów "Z Głowy.".

Inne fragmenty felietonu Janusza Głowackiego o jego mieszkaniu przy Bednarskiej:

"Na lewo od parkingu jest restauracja "Pod Retmanem". Teraz jest w niej smutno i pustawo. Co jakiś czas zajeżdżają autokary z zagranicznymi wycieczkami. Wtedy przebrani za krakowiaków skinheadzi obejmują wytatuowane na ramionach krakowianki i tańczą dla Niemców kujawiaki. Niedawno szedłem wieczorem do domu, a z drugiej strony murku wystawała głowa parkingowego. "Panie Januszu - zawołał - niech pan pozwoli". Parę razy mocno potrząsnął moją ręką: "Pan nawet nie wie, jak ja pana szanuję. Przepraszam, że w tej chwili oddaję mocz". Pomyślałem, że chyba jednak powinienem wrócić do Polski."

"W moim pokoju w Warszawie na ulicy Bednarskiej mam okno tylko jedno. Ale też sporo widać. Okno wychodzi na parking samochodowy, od ulicy odgrodzony kamiennym sięgającym powyżej pasa murkiem oraz po bokach łańcuchami takimi jak na skrzyżowaniach. Po drugiej stronie parkingu jest przekleństwo, moje małe prywatne piekło. Kara za wszystkie świństwa, jakie w życiu zrobiłem i jakie jeszcze zrobię, czyli szkoła muzyczna. Tłum może zdolnych, a może nie, uczniów katuje w niej od rana do wieczora instrumenty i gardła. Wiosną, latem i jesienią stoją w otwartych oknach i grają na trąbkach i tym podobnych. Kiedyś osłaniały mnie dwie topole, ale jedną wycięli, bo alergię wywołuje, a trąbka i wycie jej, nie. Topola druga na szczęście jeszcze żyje. Mieszkańcy dookoła znoszą szkołę pokornie. Są pogodzeni z losem. Socjalizm przyzwyczaił ich, że nic się nie da zmienić. Nie wierzą, że mają jakieś prawa. Ja też nie wierzę. Coś tam próbowałem, ale nie wyszło, więc zamykam okno, wsadzam korki w uszy, a jak już zupełnie nie mogę wytrzymać - jadę do Nowego Jorku."

Maksymalna liczba znaków: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Serwisu