Kaczyńskiemu na placu Piłsudskiego puściły nerwy. Nazwał ludzi z tłumu "śmieciami"
Pierwsza miesięcznica smoleńska po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego na prezydenta RP nie obyła się bez kontrowersji.
Prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu puściły nerwy. I po tym jak złożył w niedzielę kwiaty na placu Piłsudskiego pod pomnikiem upamiętniającym ofiary tragedii smoleńskiej, pozwolił sobie tam na niewybredny komentarz. Skierował go do osób, które go zagłuszały. Bo gdy przemawiał słuchać było powtarzane jak mantra hasło: "kłamca, kłamca, kłamca..."
- I te śmiecie, które tu stoją... nie mówię tu oczywiście o tych, którzy nas wspierają, ale tego boją się także i ci, którzy dziś siedzą w rządowych urzędach. Ci, o których dzisiaj wszyscy mówią jednym słowem: KPO - koryto Platformy Obywatelskiej. To jest prawda o tych rządach i z tym musimy skończyć - grzmiał Kaczyński. - Tymi, którzy tu stoją i zakłócają dzisiejszą uroczystość, powinny zająć się służby specjalne. Tylko niestety, na razie mamy taki rząd i takie służby, które nie wykonują swoich obowiązków. Ale to już niedługo. Przyjdzie czas, w którym ci ludzie znajdą się tam, gdzie ich miejsce, to znaczy w więzieniach. A władza Polski będzie realizowała polskie interesy. Tego się tak panicznie boją - dodał Jarosław Kaczyński.